piątek, 18 grudnia 2015

Matysia na różowo

W zeszłym tygodniu całkiem niespodziewanie pojawiła się okazja do sfotografowania Matyldy. Sesja miała być prezentem świątecznym dla dziadków, a dla mnie okazją do szlifowania fotograficznego warsztatu. Zadanie nie łatwe w przypadku ruchliwego, ząbkującego malucha i dość powolnego autofocusa :) Efekty sesji możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.
Kilka wniosków na przyszłość:
- w zimie fotografując roznegliżowane maluszki trzeba zadbać o odpowiednią temperaturę w pomieszczeniu
- zdjęcia najlepiej robić w jasnym pokoju
- dobrze mieć własne tła i jasne kocyki na których położymy dziecko oraz system podpórek dla maluszków które nie potrafią jeszcze samodzielnie siedzieć
- należy upewnić się kilka razy, czy na pewno wzięliśmy właściwe obiektywy (ja wzięłam 50mm f1,8 który uratował całą sesję choć musiałam trochę nagimnastykować się w małym pomieszczeniu, oraz zoom 18-55mm f4,5 który kompletnie się nie przydał ze względu na małą ilość światła)
- zimą najlepiej zaopatrzyć się w dodatkowe źródła światła np. lampy błyskowe
- aby skupić uwagę dziecka na sobie dobrze mieć np. dzwoneczki lub tamburyn
- nie należy frustrować się ani zniechęcać gdy sesja nie przebiega zgodnie z naszymi oczekiwaniami, fotografując dzieci należy uzbroić się w cierpliwość i wielki uśmiech :D










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz